Menu Zamknij

#ChcęToPrzeżyć i FlyBoard – bo marzenia trzeba realizować

Jakiś czas temu dowiedziałem się, że trafiłem do następnego etapu etapu akcji #ChcęToPrzeżyć z Firmy Katalog Marzeń. Ostatnio jeździłem na motocyklu i niesiony tym, że bez większych szkód udało mi się to przeżyć postanowiłem podnieść sobie poprzeczkę. Wybrałem #FlyBoard na jeziorze Pogoria IV w Dąbrowie Górniczej i Firmę FlajFan.

Wysłałem zgłoszenie, zadzwonili i zostało czekać na sobotę. Obserwowałem w napięciu prognozy pogody, wszak to od nich wiele zależało. Obudziłem się rankiem i okazało się, że tak, że się uda, że pogoda jest idealna.

Zapakowałem w samochód całą moją ekipę wsparcia i pojechaliśmy na miejsce. Zgodnie ze wskazówkami z sms’a od Kamila dotarliśmy na pomost bez żadnych kłopotów. W oczekiwaniu na Instruktora była chwila na obserwację tego jak latają inni. Nie wyglądało to prosto, ale zdecydowanie wyglądało to efektownie 🙂

Szybka przywitanie, papierologia, ekspresowe szkolenie i czekałem już na swoją kolej. Musiałem chwilę poczekać, ponieważ już na starcie pojawiła się lekka obsuwa, potem skuter zaciągnął glony i musieli wyczyścić wydech. No nic, pogoda świetna, można czekać. W końcu się doczekałem 🙂

Przypięli mi dysze do nóg, jeszcze raz wytłumaczyli o co chodzi i wskazali na wodę. Wskoczyłem i tutaj już działa się magia. Wypłynąłem na nieco głębszą wodę i poczułem moc w stopach. No może nie tak od razu. Było kilka, kilkanaście … no dobra, kilkadziesiąt niekontrolowanych lotów i upadków. Nie pomagał fakt, że “Instruktor” na skuterze również sprawiał wrażenie uczącego się fachu i niekoniecznie zgrywaliśmy się w momentach kiedy ja byłem gotowy, a On odkręcał gaz 🙂 No nic, każdy kiedyś musi zacząć. Fakt jest jeden ! Udało mi się w końcu załapać i ja również polatałem 🙂
To uczucie kiedy unosisz się nad wodą, patrzysz w dół i widzisz spienioną toń zapiera dech w piersiach. Odczucie kontroli tego żywiołu jest niesamowite.

Nie wzniosłem się oszałamiająco wysoko, ponieważ boję się wody. Samo marzenie było dla mnie wyzwaniem i próbą przełamania. Nie bałem się tyle tej wysokości co samego upadku do wody i podtopienia, co kilkukrotnie udało mi się wykonać mimo kamizelki 🙂

Zabawa była znakomita. Mimo wszystko udało mi się nieco poskromić lęki. Latałem 20 minut, ale w głowie trwało to o wiele dłużej. Nadal mam respekt przed wodą i z uśmiechem zareagowałem na fakt, że czas minął, ale kiedy doszedłem do siebie zacząłem planować powrót i odwet – wszak przecież jakieś urządzenie nie będzie mi stawiało warunków ! 😉 Wrócę, to jest pewne 🙂

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *