Menu Zamknij

Bytomski Rajd Rowerowy

Tak jak obiecałem, zebrałem ekipę i wybraliśmy się do Bytomia na tamtejszy rajd nocny.

Jako, że mieszkam na trasie Zabrze – Bytom mogliśmy spotkać się u mnie pod domem, dzięki czemu miałem wygodniej. 
Udało mi się namówić do wyjazdu Darka, Damiana i Sylwka, bo wiadomo zawsze raźniej.
        Zbiórka na bytomskim rynku miała odbyć się o 21. Mieliśmy startować o 20, jednak trochę poślizgu było z uwagi na spóźnienia 😉 Ale nic, wyruszyliśmy. Przed nami niecałe 10 km do Bytomia, więc bez tragedii. Jedyną przeszkodą było to, że do celu było cały czas pod górkę. W połowie drogi spotkaliśmy Damiana i w takiej ekipie dojechaliśmy 20:45 na Rynek
        Na miejscu zbiórki spotkaliśmy około 80 osobową ekipę, która była gotowa na przemierzanie Bytomia w poszukiwaniu nocnej przygody. 
Zbiórka na Rynku
        Przyznam szczerze, że początek imprezy nie wypadł zbyt obiecująco. Organizatorzy rozpoczęli od dzielenia całości na 15-to osobowe grupy, każda grupa miała przewodnika, odstępy między grupami 200 m. Wiadomo przepisy, organizacja, ale nie wyglądało to obiecująco. No nic, postanowiliśmy jednak spróbować. Okazało się, że grupy były tylko chwilowe w celu przejechania najbardziej ruchliwego odcinka. 10 minut później cała grupa została połączona i w tej konfiguracji pojechaliśmy dalej. 
        Trasa prowadziła w większości trasami leśnymi, polnymi i dróżkami osiedlowymi. Było sympatycznie, ciemno i przyjemnie. Zaczynało nam się coraz bardziej podobać 🙂 
Udało nam się nawet raz zgubić drogę w lesie, co było przyjemną odmianą 🙂 
Leśne jeźdżonko fot. Damian Łata
      W połowie drogi spotkała nas niespodzianka. Organizator wspominał na początku o ognisku z kiełbaskami, jednak nie wspomniał nic o tym gdzie, skąd kiełbaski i nie zdradził żadnych szczegółów. 
Ognisko czekało na nas w Dolomitach Sportowej Dolinie. Na miejscu spotkaliśmy smakowitą kiełbaskę gotową do upieczenia, gorącą herbatkę, chlebek, musztardę, keczup, czyli cały zestaw dla zgłodniałego rowerzysty 🙂 
Gorące ognisko i dużo kiełbasek 😉  fot. Damian Łata
Krótkie grzanie
Słit focia z Bratem fot. Damian Łata
         Godzina przerwy na jedzenie, picie, grzanie się przy ognisku i mogliśmy jechać dalej. 
Trasa dalej drogami głównie leśnymi. Nad wodą udało nam się obudzić wędkarzy, którzy wyskakiwali z aut w których spali :D. Wypadła oczywiście jedna guma w szosówce (aż dziwne, że dopiero po takim czasie 🙂 )
Chłopaki walczą z łatkami fot. Damian Łata
Szybkie łatanie dętki i znowu byliśmy gotowi do drogi 😉 
Jeszcze tylko kilka kilometrów i byliśmy znowu na Rynku 😉 Tutaj czas na szybkie fotki i w drogę do domu. W łóżku byłem o 4 rano 😉 
Od lewej: Damian, Darek, Ja, Sylwek
Podsumowanie: 
Trasa Rajdu:        ~40 km
Trasa całości:       ~60 km
Padniętych dętek:     2 szt. 
Temperatura:         ~8 stopni
Czas:                     20-4 rano
Impreza była rewelacyjna, mam nadzieję, że będzie więcej takich 🙂 
Było dużo ludzi, dużo kiełbachy, dużo kilometrów 🙂 Były światła, odblaski, dobra zabawa 😉 
Ludzie bądźcie widoczni – takie przesłanie ode mnie 🙂 
Brat z lampami 😉 fot. Damian a Łata

Dużo odblasków

Tyle na temat super wyprawy 😉

Plan na dalszą część długiego weekendu? Już w niedzielę IV bieg Świerklaniecki 🙂 
W przygotowaniu test lampy rowerowej za małe pieniążki, oraz test prezentu, jaki dostałem od jednej z firm sportowych 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.