Menu Zamknij

Rozpoczęcie sezonu 2013

Zgodnie z obietnicą zdaję relację pisemno – fotograficzną z wyprawy, która jest jednocześnie otwarciem sezonu 2013. Dokładnie w zeszłą niedzielę postanowiliśmy zrobić pierwsze kilometry w siodle, a dokładniej pierwszą dłuższą wyprawę.
Wybór padł z braku pomysłów na Czechowice – kąpielisko. Dotarliśmy na miejsce bez większych przebojów.

 Woda, jak przystało na zimową porę roku była całkowicie zamarznięta, ale nie na tyle zamarznięta, żeby pozwalała na siebie wejść. Wprawdzie jak widać są ślady śmiałków, my jednak nie byliśmy na tyle nie poważni, żeby ryzykować kąpiel w takiej temperaturze.

Wbrew pozorom było sporo ludzi spacerujących, biegających, jednak rowerzystów nie spotkaliśmy 🙂

 Żadna sesja foto nie miała by sensu, gdydy podstawowym obiektem nie były nasze maszynki 😉 Po prawej mój “śmigacz” lewy to sprzęcik M.


 Sprzęcik Pana M. o tyle wart wspomnienia, że
była to jego pierwsza dłuuuga podróż, ponieważ został zakupiony na jesień i nie przeszedł jeszcze nawet pierwszego przeglądu gwarancyjnego 😉

Rzut oka na moją kierownicę 😉 Na zdjęcie nie załapało się lusterko, które nie wiem dlaczego jest powodem podśmiewania M. Wbrew swojej śmieszności idealnie sprawdza się na drodze, choćby do sprawdzania, czy jeszcze za mną nadążają. Dwie lampy z uwagi na szybko zapadające ciemności. Dalej pulsometr, który towarzyszy mi również na rowerze, wierny licznik kilometrów a poniżej uchwyt na telefon, który sam sobie zbudowałem 😉 W czasie wypadu bez telefonu, ponieważ bałem się, że może zamarznąć 😉

Foto poniżej, nic dodać nic ująć. Zmarznięty z ratującym życie kubkiem herbaty z termosu M. 
Jak przystało na dwóch stukniętych maniaków rowerowania nie starczyły nam kilometry wykręcone do Czechowic. Postanowiliśmy kręcić dalej, do Dzieżna. Jak się później okazało M. nigdy nie był nad tym jeziorkiem 😉 Zawsze przejazdem, ale nigdy nie widział 😉 
Szybki rzut oka na zamarznięty zbiornik, łyk gorącej herbatki i mogliśmy wracać, właściwie musieliśmy, bo robiło się coraz zimniej 😉 

W czasie powrotu temperatura spadała niezwykle szybko. Od temperatury 0, aż do -2,5. Było mroźnie, do tego zaczął padać śnieg 😉 Odmarzające story wymagały przystanków na spacerek i przywrócenie krążenia 😉 W czasie jednego z takich postojów mój “śmigacz” przewrócił się i straciłem lusterko 😉 Na szczęście się nie potłukło, więc trochę taśmy i będzie jak nowe 😉

Tak minęła nam niedziela, wróciliśmy do domu zmarznięci, ale szczęśliwi 😉 Sezon 2013 uważam za otwarty 😉

Pozdrawiam 😉 

2 Komentarze

  1. Anonimowy

    ja się wcale nie naśmiewam z Twojego lusterka!:P fajny blog:) i jaki pan M? możesz pisać po imieniu:) Co do wypadu rowerowego.. fajnie było ale ostatnie 5km do domu to było piekło.. najmniejszy pagórek dawał mega ból zmarznietym mięśniom…po 300km nie czułem takiego bólu… ale warto było:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *