Wakacje marzeń, jak to zrobić ? Tajlandia.

Homo Sapiens – człowiek myślący za dużo. Przecież nie znam języka, to drugi koniec świata … ? A co jak się UDA? Co jeżeli uda Ci się przeżyć przygodę życia?

Ta podróż miała być już dwa lata temu. Mieliśmy postawić wszystko na jedną kartę i lecieć. Dużo o tym myśleliśmy, mówiliśmy. Ba ! Nawet już mieliśmy plecaki. I co ? Na gadaniu się skończyło 😉

Tu nie trzeba gadać, tu trzeba działać. Otwierasz stronę, kupujesz bilety, dopasowujesz do tego urlop i już nie ma wyjścia.

To, że masz rower nie czyni Cię rowerzystą i tak samo jest w tym przypadku – posiadanie chęci podróży, nie czyni Cię podróżnikiem, a z pewnością nie zbliża Cię do podróży życia !

Na początku tego roku (2019) otworzyliśmy stronę linii lotniczej i nie wiedząc nawet, czy na pewno uda się załatwić 3 tygodnie urlopu zakupiliśmy bilety. Było taniej, a to dla Polaka jest argument koronny. Tak, będzie realizacja planu, będzie Tajlandia, w końcu jest tam pięknie.

Zaczęło się planowanie, rozpisywanie. Tu będziemy, tu polecimy, to trzeba kupić, to trzeba ogarnąć. Lecieliśmy w porę deszczową, więc mieliśmy na uwadze, że plany mogą lekko ulegać zmianie, ale generalnie nie spodziewaliśmy się skali zjawiska 😉

Pewnikami był fakt, że mamy bilety, mamy nocleg na pierwsze 2 dni i chcemy się dobrze bawić 🙂

Dzień przed wyjazdem do Warszawy okazało się, że czas zacząć zmieniać plany. Plecak, który miała nosić moja Małżonka okazał się za mały i 15 minut przed zamknięciem Decathlonu leciałem po zakup nowego. Zamiast cudowanych, drogich i wypasionych zakupiłem najtańszy 60-cio litrowy – przecież trzeba wszystko ze sobą zabrać 😉

Przynajmniej 5 koszulek, bluza bo może być zimno, koniecznie jeansy. Weźmy pełne buty – tak w razie czego, bo przecież mogą się przydać. Kurtka przeciwdeszczowa ? Jasne, że tak, przecież peleryny gumowe to za mało 😉 Aparat, kamera, okablowanie i wyszło blisko 25 kg na osobę 🙂

Objuczeni jak wielbłądy, z plecakami nie tylko dobytku, ale i obaw udaliśmy się na przystanek Flixbus podążający w stronę Warszawy, gdzie Ola obiecała nas przechować i rzucić nazajutrz na lotnisko 🙂

Tak własnie zaczęła się nasza przygoda – autokar ruszył, nie było już odwrotu – Witaj przygodo !

Co się działo w Warszawie niech tam właśnie pozostanie – fakt jest jednak taki, że czas płynął niesamowicie szybko i już trzeba było wstawać rano i biec na lotnisko. Bagaże, odprawa, kontrola – szybko, szybko, szybko i już widzieliśmy przez okno nasz samolot – nasz transport do przygody życia !

Tak prosto się to właśnie robi 😉
A co było dalej ? Dowiecie się już niedługo ! 🙂

Polecane posty

Zostaw komentarz